Sztuka i biznes: oczami polskiego przedsiębiorcy

Data publikacji: 03.12.2014
13 minut

Temat współpracy sztuki i biznesu pojawia się przede wszystkim na konferencjach i spotkaniach dotyczących kultury i adresowanych do ludzi kultury. Rzadziej tym tematem zajmuje się druga strona, czyli biznes. Dlatego warto zwrócić uwagę, że podczas Zjazdu Firm Rodzinnych u-Rodziny, który odbył się w ostatni weekend w Warszawie, jeden z paneli dyskusyjnych poświęcono relacjom sztuki i biznesu. Panel był okazją do tego by dowiedzieć się, co o wspieraniu sztuki myśli rodzimy polski biznes.

 

Zjazd Firm Rodzinnych jest organizowany co roku przez stowarzyszenie Inicjatywa Firm Rodzinnych, którego celem jest integracja środowiska, wzajemne wspieranie się i rozwój. Inicjatywa stwarza okazję do wymiany doświadczeń, a także promowania idei wolności gospodarczej z zachowaniem standardów etycznych i rozwoju społeczeństwa obywatelskiego. Zjazd to przedsięwzięcie zdecydowanie istotne dla rozwoju polskiej gospodarki i tym bardziej cieszy, że to właśnie ono podjęło temat współpracy kultury i biznesu. Zwłaszcza w kontekście często padających zarzutów, że polskie firmy nie chcą wspierać kultury, że (jeśli w ogóle) robią to wyłącznie zagraniczne korporacje.

W panelu wzięli udział Grażyna Witkowska-Mrozek, reprezentująca branżę finansową, ks. Krzysztof Niedałtowski, duszpasterz trójmiejskich środowisk twórczych i współtwórca słynnego Gdańskiego Areopagu oraz autorka niniejszego tekstu, dr Kamila Lewandowska z Akademii Teatralnej w Warszawie. Dyskusja miała charakter otwarty, tzn. publiczność uczestniczyła w niej na równi z panelistami, co umożliwiło natychmiastową weryfikację, co o sytuacji związków kultury i biznesu myślą przedstawiciele polskich przedsiębiorstw. Rozmowa rozpoczęła się pytaniem: „po co człowiekowi kultura?”. Ks. Niedałtowski wskazał, jak ważne w zachowaniu sensu życia jest wychodzenie poza potrzeby materialne i kierowanie się ku wyższym, trwalszym wartościom. Kościół – mówił ksiądz – sam nie jest wolny od pokus o charakterze materialnym, ponadto właśnie w sferze sakralnej często zapomina się, jak ważna jest estetyka. Kiedyś Kościół zatrudniał najlepszych artystów do tworzenia dzieł ku chwale Boga, teraz zbyt często mamy do czynienia z przaśnością i brzydotą w kościołach. Wystarczy spojrzeć na odstraszające bryły świątyń budowanych na przestrzeni ostatnich lat. Walczyłem o to by częścią edukacji seminaryjnej były zajęcia z estetyki i sztuki współczesnej. – dodał ks. Niedałtowski – Sztuka i religia są nieodłącznie ze sobą związane, bo sięgają do czegoś wyższego, do piękna. Niestety w hierarchii potrzeb często jest spychana na ostatnie miejsce, jako rzecz najmniej potrzebna człowiekowi. Kamila Lewandowska dodała: Myśląc o roli kultury w życiu człowieka często popadamy w pułapkę piramidy Maslowa, która potrzeby duchowe i estetyczne sytuuje na ostatnim miejscu, w tyle za potrzebami natury biologicznej. Gdyby jednak tak było, nie oglądalibyśmy dziś malarstwa jaskiniowego z czasów prehistorycznych, gdy człowiek stale musiał walczyć o byt, albo sztuki tworzonej w obozach koncentracyjnych. Potrzeba kreatywnej ekspresji jest jedną z elementarnych potrzeb człowieka.

Kolejnym wątkiem, który poruszyła Grażyna Witkowska-Mrozek były realia współpracy kultury i biznesu w Polsce. Padło pytanie: Czy współpraca kultury i biznesu udaje się, czy nie? Kamila Lewandowska stwierdziła, że według obiegowych opinii polski biznes wspiera kulturę w małym stopniu, a winą za to obarcza się niekorzystne ustawodawstwo. Ta wypowiedź sprowokowała szereg reakcji, które zdają się potwierdzać tą tezę. Zarówno forma sponsoringu, jak i przekazywania darowizny nie sprzyja wspieraniu kultury. Przeanalizujmy obie kwestie.

Na początek przyjrzyjmy się sytuacji prawnej związanej ze sponsoringiem. Ustawa o podatku dochodowym od osób prawnych, reguluje to, jakie koszty mogą być uznane za koszty uzyskania przychodu. W Ustawie nie pada pojęcie sponsoringu, za to pojawia się reklama, która może być uznana za taki koszt. Polski przedsiębiorca, jeśli chce odliczyć sponsoring od podatku, musi uznać koszty związane ze sponsoringiem za koszty reklamowe, co przekłada się na niekorzystne warunki współpracy kultury i biznesu. Redukcja sponsoringu kultury do usługi reklamowej jest związana z obowiązkiem wykazania ekwiwalentności świadczeń obu stron. Oznacza to, że wartość pakietu reklamowego oferowanego na rzecz sponsora przez instytucję kultury powinien być równy kwocie, którą instytucji przekazuje sponsor. Jeśli więc sponsor hojną ręką przekaże instytucji pokaźną sumę, prawo wymusza na instytucji świadczenie szeroko zakrojonych usług promocyjnych, co może prowadzić do eksploatacji instytucji jako nośnika reklamowego. Badanie publiczności pokazują zaś, że widzowie niechętnie odnoszą się do reklamy w miejscach związanych z kulturą. Nie po to przychodzą do teatru lub muzeum, by być atakowanymi komercyjnym przekazem firm.

Spójrzmy teraz na sytuację prawną związaną z mecenatem, czyli przekazaniem darowizny. Ważnym zapisem dotyczącym darowizny jest art. 18 pkt 1 Ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych, który wskazuje, że kwota darowizny na cele kulturalne może być odliczona od podstawy opodatkowania (dochodu), jednak kwota odliczenia nie może stanowić więcej niż 10 % tego dochodu. Darowizna nie może być jednak uznana za koszt uzyskania przychodu. Spójrzmy na poniższy przykład:

Tabela pokazuje dwie sytuacje: w pierwszym przypadku podatnik nie przekazał darowizny, w drugim – przekazał. Darowizna nie może być uznana za koszt uzyskania przychodu, dlatego w drugim przypadku musiała zostać odjęta od kosztów (950 zamiast 1000). W związku z tym dochód podatkowy darczyńcy jest większy (o 50, czyli kwotę darowizny) od dochodu podatkowego podatnika, który nie darował. Darowiznę można co prawda odliczyć od dochodu, jednak odliczona kwota może maksymalnie stanowić 10% dochodu (darczyńca nie może odliczyć więc 50, ale tylko 15). W tej sytuacji dochód do opodatkowania darczyńcy jest wyższy (o 35) od dochodu do opodatkowania pierwszego podatnika. Mamy więc do czynienia z sytuacją absurdalną: według polskiego ustawodawstwa darczyńca nie tylko nie korzysta, ale traci na swojej hojności.

Polski przedsiębiorca ma świadomość niekorzystnego prawa i uważa je za jedną z barier na drodze do udanej współpracy kultury i biznesu. Kolejną barierą wskazaną podczas panelu przez publiczność jest brak właściwej edukacji kulturalnej w szkołach. Co ciekawe, niektórzy wskazywali, że w czasach PRL edukacja kulturalna była na znacznie wyższym poziomie. Ponadto, jak wskazała Grażyna Witkowska-Mrozek, dziś coraz częściej edukacją kulturalną zajmują się niezależne fundacje i stowarzyszenia, a więc misję wychowywania społeczeństwa bierze na siebie społeczeństwo obywatelskie. Przykładem jest choćby Arts Stations Foundation, która aktywnie wypełnia lukę w artystycznej edukacji dzieci i młodzieży.

Kolejnym wątkiem poruszonym przez publiczność była klasa kreatywna i jej wpływ na otocznie gospodarcze. Tu pojawiła się następna bariera na drodze do współpracy – według niektórych obecnych artystom brakuje podejścia biznesowego i umiejętności podejmowania współpracy z podmiotami komercyjnymi. Jeden z uczestników stwierdził: Żyjemy w epoce gospodarki kreatywnej, w czasach rosnącego potencjału klasy kreatywnej i na tym dziś powinna polegać współpraca kultury i biznesu. Artysta powinien umieć tworzyć w porozumieniu z biznesem, a jego twórczość powinna przyczyniać się do jego rozwoju. W odpowiedzi na tę uwagę głos zabrała Kamila Lewandowska: Zgadzam się, że dziś rozwijają się nowe, „organiczne” sposoby współpracy kultury i biznesu. Jednym przykładem są partnerstwa, czyli podejmowanie wspólnych przedsięwzięć przez kulturę i biznes, w ramach których biznes, na równi z kulturą jest zaangażowany w tworzenie i realizację projektów (więcej o partnerstwach w relacji z konferencji Culture Around). Innym przykładem są interwencje artystyczne, czyli forma szkoleń kreatywnych dla ludzi biznesu przez artystów. Prawdą jest również to, że firmy zatrudniają artystów do rozwoju produktów, np. BMW zatrudnia artystów do projektowania modeli samochodów. A jednak żadnej z tych form nie można nazwać twórczością artystyczną sensu stricte, jest to działanie na usługach biznesu.

Z taką wypowiedzią nie zgodziła się część publiczności. Jedna z uczestniczek zauważyła: Myślę, że rozumie Pani twórcę w sensie archaicznym, a obecnie artystą jest przecież również designer, projektant przemysłowy. Ci ludzie sprzedają swoje produkty i działają na zasadach rynkowych, a jednak nazywają siebie artystami.

Zgoda. Czy web designera, czy projektanta modowego nie należy nazywać artystą, bo działa według reguł rynkowych i tworzy na zamówienie? Skądże, na zamówienie tworzyli przecież Michał Anioł, Jan Sebastian Bach i wielu innych geniuszy. Czy jednak przemysły kreatywne mogą zastąpić i zepchnąć do lamusa tradycyjne formy twórczości? Z taką tezą nie zgodziłby się nawet Philippe Kern, propagator przemysłów kreatywnych, który twierdzi, że wszelkie przemysłowe formy dostarczania dóbr kultury mają swoje źródło w tradycyjnych formach twórczości – malarstwie, pisarstwie, sztuce aktorskiej i reżyserskiej itp., która ma charakter bezinteresowny w tym sensie, że nie jest projektowana na potrzeby rynku, ale powstaje z potrzeby ekspresji kreatywnej artysty. Mówiąc o wsparciu kultury przez biznes nie należy zapominać, że właśnie te formy twórczości wymagają największego wsparcia, bo nie obronią się w rzeczywistości wolnorynkowej.

Ciekawe podczas dyskusji okazało się to, że tak pragmatyczna kwestia jak wspieranie kultury przez biznes sprowadza się do podstawowych pytań filozofii sztuki: „Czym jest sztuka?”,  „Kim jest artysta?”. Wydaje się, że bez porozumienia w tym kwestiach oba światy nadal będą mówiły różnymi językami.

dr Kamila Lewandowska

kamila.lewandowska@at.edu.pl

Zdjęcie: Some right reserved by Ministry of Foreign Affairs of the Republic of Poland