Kultura nie chce federalizacji

Data publikacji: 11.02.2015
9 minut
W tym roku będziemy obchodzić 25-lecie reunifikacji Niemiec. Prawdopodobnie, tak jak w przypadku polskich obchodów rocznicowych w 2014 roku, będzie to dla Niemców okazja do rozmów o przemianach, jakie dokonały się w kulturze w wyniku przejścia od mechanizmów sterowania centralnego do gospodarki wolnorynkowej na terenie byłego NRD. Czy dyskusjom o kulturze w czasach przełomu w Niemczech towarzyszyły takie same dylematy, z jakimi mierzyły się polskie środowiska kulturalne?

17 lipca 1990 roku w godzinach popołudniowych przed gmachem Ministerstwa Kultury w Berlinie zebrało się kilkuset artystów: muzyków, pisarzy, tancerzy, aktorów, malarzy i ludzi kultury, aby wyrazić niezgodę na działania w obszarze kultury rządu NRD. Protestowano między innymi przeciwko nieuwzględnieniu kultury w pierwszym niemiecko-niemieckim traktacie państwowym, podpisanym 18 maja 1990 r. przez kanclerza Helmuta Kohla i szefa rządu NRD Hansa Modrowa. Traktat dotyczył unii gospodarczej, walutowej i socjalnej, a środowiska kultury (w tym ówczesny Minister Kultury, Herbert Schimrer) chciały, by kultura stanowiła czwarty filar tego dokumentu. Projekt zawarcia unii kulturalnej przedłożył do dyskusji także związek ochrony artystów NRD (Schutzverbund „Künster der DDR”) obwiniając Schimrera o bierność w tej sprawie [1]. Jednocześnie władze RFN, w tym niedawno zmarły prezydent Richard von Weizsäcker zapewniał, że obawy i propozycje artystów NRD są traktowane bardzo serio. Pomimo tych deklaracji, związki zawodowe wyszły na ulicę.

„Prosto w paszczę tygrysa”

Protesty były wyładowaniem napięć i frustracji, które w świecie kultury NRD narastały na długo przed aktem zjednoczenia. Obiekt fobii najlepiej określa zdanie wygłoszone w 1989 r. przez żonę Ministra Kultury Dietmara Kellera (poprzednika Schimrera), Giselę Oechselhäuser: „Społeczeństwo NRD, z syndromem głodu w głowie, biegnie prosto w paszczę tygrysa” [1].

Ze zjednoczeniem Niemiec wiązały się dla artystów NRD problemy tożsamościowe, obawiano się, że to, co udało się zbudować przez ostatnie 40 lat, m.in. solidną edukację państwowych Akademii Sztuk Pięknych, czy bogatą siatkę instytucjonalną teatrów (w tym unikalnego Ensemble-Theater) zostanie zaprzepaszczone. Zagubione społeczeństwo NRD obawiało się szokowej polityki „totalnego wyrębu” (totaler Kahlschlag) i „konieczności przekwalifikowania” [1]. Sam Schimrer zdawał sobie sprawę, że proces zjednoczeniowy wymaga zapewnienia bezpieczeństwa artystów i całej sfery kulturalnej. Ostrzegał przez zbyt gwałtownymi zmianami i postulował wprowadzenie tymczasowych rozwiązań, które pozwoliłyby nowym krajom federacji dostosować się do nadchodzącej rzeczywistości.

Rząd chce finansować kulturę

Unii kulturalnej nigdy nie podpisano, dla kultury znalazło się jednak miejsce w 35 artykule drugiego traktatu zjednoczeniowego z 31 sierpnia 1990 r. Ustalono, że instytucje kultury, dotychczas zarządzane centralnie, przechodzą pod kuratelę krajów federalnych. Artykuł gwarantował kulturze finansowanie publiczne, za którego odpowiedzialność spadała na landy, jednocześnie jednak nie wykluczano wsparcia ważnych dla kultury niemieckiej instytucji przez rząd federalny. Przyjęto, że opiekę nad dużymi instytucjami przejmuje tymczasowo Towarzystwo Powiernicze. Przez 2-3 pierwsze lata landy objęły mecenatem wyłącznie małe centra i domy kultury oraz szkoły artystyczne, a dopiero po tym okresie – teatry, pałace, zamki itp. Utworzono federalny Fundusz Kultury, który w początkowej fazie zjednoczenia służył wsparciem dla kultury na terenie pięciu nowych landów. Jeszcze raz przeprowadzono obsadę na stanowiska dyrektorów wszystkich muzeów, którzy tym razem musieli się o nie ubiegać na zasadach konkursowych.

Mimo zabiegów mających złagodzić przebieg transformacji, po zakończeniu reform (1994) sytuacja finansów w kulturze była fatalna. Zamykano teatry dramatyczne, likwidowano orkiestry. Najgorzej sytuacja prezentowała się w małych i średnich miastach, gdzie niszczało wiele gmachów. Zachód rozumiał te trudności, jednocześnie jednak uprzedzał, że artyści NRD muszą przygotować się do cięć budżetowych i sprostać wyzwaniom konkurencyjności. Niechętny, momentami wrogi stosunek do federalizmu ujawnił kompleksy wschodnich środowisk artystycznych. Ten stan rzeczy pogłębiało zachowanie władz, które uznało za stosowne zatrudnianie emerytowanych pracowników zachodnich instytucji kultury na wschodzie, ignorując tamtejszy personel [1].

Los kultury zaczął się stopniowo poprawiać gdy władzę 1998 roku objęła socjaldemokracja z Gerhardem Schröderem na czele. Niedługo po wyborach, kanclerz powołał Urząd Pełnomocnika Rządu ds. Kultury i Mediów i uczynił go jednym z istotniejszych organów federalnych. Do zadań pełnomocnika należało przede wszystkim dofinansowywanie ważnych przedsięwzięć kulturalnych w Berlinie oraz wspieranie finansowe nowych krajów federalnych. W 1999 roku powstał Fundusz Kultury Stolicy, z którego finansowana jest m.in. renowacja budynku Berliner Ensemble. W 2001 władze federalne podpisały z Berlinem Umowę o finansowaniu kultury w stolicy, dzięki której znalazły się środki na ratowanie trzech berlińskich oper zagrożonych likwidacją. Ze środków federalnych dofinansowywanych jest także wiele ważnych instytucji o statusie prawnym spółek.

Wbrew upowszechnionemu przekonaniu, że finansowanie kultury leży wyłącznie w gestii landów, rząd federalny aktywnie partycypuje w utrzymywaniu ważnych punktów na mapie kulturalnej Niemiec oraz odgrywa bardzo istotną rolę w rozwoju sztuki filmowej. Polscy pomysłodawcy reform kulturalnych, którzy postulują wycofanie się Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego ze wspierania istotnych przedsięwzięć artystycznych, nie znajdą w systemie niemieckim poparcia dla swoich tez.

Mimo podobieństw okoliczności, z jakimi w musiały się zmierzyć dwa kraje realnego socjalizmu: NRD i Polska, transformacja ustrojowa w sferze kultury miała w nich różne oblicza. W Polsce apologii wolności towarzyszył endemiczny lęk polskich środowisk kulturalnych przed dyktatem leseferyzmu i groźbą komercjalizacji. W Niemieckiej Republice Demokratycznej obiektem społecznej fobii był natomiast federalizm, który naturalnie także wiązał się z nadejściem rzeczywistości wolnorynkowej, ale również z „wchłonięciem” mniejszej, socjalistycznej części przez większą, liberalno-demokratyczną. Wiązało się to z przeorganizowaniem dotychczasowego centralistycznego ładu na modłę liberalnego świata zachodniego. Nic dziwnego, że artyści ze wschodu czuli się zagrożeni – nie tylko ze względu na groźbę klęski finansowej, przed którą do tej pory zabezpieczało państwo, ale również utratę poczucia godności w stosunku do swoich zachodnich braci. Rozłam na wschód i zachód ujawnił się nie tylko w sferze politycznej, ale i tożsamościowej, co miało swoje reperkusje na długo po tzw. „okresie przejściowym”.

dr Kamila Lewandowska

Bibliografia:

Maria Wagińska-Mazur, Zmiany strukturalne i finansowo-organizacyjne w kulturze Zjednoczonych Niemiec w: Zbigniew Mazur, Hubert Orłowski, Maria Wagińska-Mazur, Kultura zjednoczonych Niemiec. Wybrane problemy, Instytut Zachodni, Poznań 2013

Rob Burns, Wilfried van der Will, German Cultural Policy: An Overview, International Journal of Cultural Policy, 2003, vol. 9(2)

Zdjęcie: Some rights reserved by Carolyn