Katolicy nie dają na kulturę

Data publikacji: 18.03.2015
11 minut
Gdybyśmy zapytali Polaków o to, dlaczego w ich kraju w tak małym stopniu wspiera się kulturę z prywatnej kieszeni, najpewniej usłyszelibyśmy, że „jesteśmy wciąż zbyt biedni”. Gdybyśmy podążyli temat okazałoby się, że głównym problemem jest brak ulg podatkowych, a może nawet niski kapitał społeczny i kultura korporacyjna. Do tego niewątpliwie padłby komentarz, że w krajach Europy Zachodniej jest zupełnie inaczej (lepiej) . Czy na pewno?

Holandia to w naszej (polskiej) świadomości kraj reprezentujący dojrzały model demokracji liberalnej, oparty na harmonijnej konsolidacji pluralizmu i dobra wspólnego, słowem – kraj z dojrzałym społeczeństwem obywatelskim. To ostatnie charakteryzuje się wysokim stopniem zaufania, gotowością do angażowania prywatnych zasobów na rzecz wspólnoty, a także poczuciem solidarności i współczucia w stosunku do tych, którym powodzi się gorzej niż nam. Papierkiem lakmusowym każdego społeczeństwa obywatelskiego jest poziom rozwoju filantropii.

O sytuacji w Holandii możemy przeczytać w raporcie Centrum Studiów nad Filantropią na Vrije Universitet w Amsterdamie. Kryzys ekonomiczny w 2008 roku złamał dobrą passę holenderskiej szczodrobliwości. Między 2003 i 2011 rokiem procent darowizn spadł z 1% do 0,7% PKB. Można zadać sobie pytanie, czy jeśli filantropia stanowi 1% PKB, to jest to dużo czy mało. Najlepiej w takim przypadku byłoby dokonać porównania z rodzimymi uwarunkowaniami, a jednak nie ma u nas (ku mojej najlepszej, choć ograniczonej wiedzy) tego typu statystyk. Przyjmijmy jednak, że będziemy się przyglądać trendom, a powstrzymamy się od ocen wartości bezwzględnych. Trend zaś wskazuje na nieuchronne powiązanie sytuacji ekonomicznej i zaangażowania w dobroczynność. Na potwierdzenie tej tezy można dodać, że w latach 2003-2011 w Holandii miał też miejsce gwałtowny spadek wolontariatu. Autorzy raportu piszą: „Trudno jednoznacznie wiązać ten spadek z kryzysem ekonomicznym, ale wydaje się jasne, że wzrost bezrobocia nie wpłynął korzystnie na aktywność wolontariacką”. W tym miejscu można przyznać rację tym, którzy przyczyny niskiego poziomu zaangażowania we wspieranie kultury lokują w poziomie majętności Polaków.

Co ciekawe, najbardziej wrażliwe na kryzys ekonomiczny są nie gospodarstwa domowe, czy wolontariusze, ale biznes. Na przestrzeni lat 2003-2011 wpływy od biznesu na cele filantropijne spadły o 40% (!). Autorzy raportu wskazują, że spadek ten dotyczy zwłaszcza sponsoringu, który znaczna część firm ograniczyła bądź zaprzestała. Wysuwają też istotny wniosek: „Długoterminowe analizy pokazują, że korporacje wykazują spore niekonsekwencje w swoich dobroczynnych postawach”. Powinno to dać do myślenia wszystkim tym, którzy w biznesie chcą upatrywać jednego z filarów systemu finansowania kultury.

Korporacje czy obywatele

Ciekawe z punktu widzenia czytelników tego bloga jest z pewnością pytanie, gdzie w hierarchii celów filantropijnych znajduje się kultura oraz kto najbardziej poczuwa się do odpowiedzialności za ten obszar dobra wspólnego. Na początek sprawdźmy ile Holendrzy dają na kulturę. Na pierwszy rzut oka można powiedzieć, że jako cel działań filantropijnych kultura wypada słabo, bo wśród ośmiu wskazanych w badaniu obszarów zajmuje dopiero siódme miejsce. W 2011 roku kultura otrzymała 287 milionów euro, czyli mniej niż kościoły i organizacje religijne (806 mln), sport i rekreacja (702 mln), międzynarodowe organizacje charytatywne (569 mln), inicjatywy społeczne (525 mln), zdrowie publiczne (487 mln), ekologia (376). Mniej przekazano jedynie na edukację i naukę (150 mln). Miejsce kultury w tej hierarchii na przestrzeni lat 2003-2011 właściwie się nie zmieniało.

Najwięcej na kulturę przekazują korporacje. Ich wkład stanowi 43% wszystkich środków otrzymywanych od sektora prywatnego. Choć kultura stanowi ważny cel filantropijny dla fundacji, dostaje od nich wciąż mniej niż od biznesu (23%). Bardzo niewielkie wpływy z darowizn od gospodarstw domowych (niecałe 1%) wskazują, że Holandia powiela charakterystyczny dla Europy kontynentalnej model finansowania prywatnego, w którym biznes bije na głowę osoby fizyczne pod względem sum przekazywanych na cele kulturalne. Schemat anglosaski jest odwróceniem tej zasady – zarówno w Wielkiej Brytanii, jak i USA to prywatni filantropii i odbiorcy kultury dają najwięcej (o modelu amerykańskiej filantropii czytaj tu).

Jednocześnie, jak już wspomniałam, biznes nie jest niezawodnym źródłem wpływów do kulturalnej kasy, głównie ze względu na swą podatność na wahania cykli koniunkturalnych.  Okazuje się również, że znaczna większość korporacji w Holandii nie posiada strategii obejmujących działalność filantropijną. Chociaż zainteresowanie CSR-em (społeczną odpowiedzialnością przedsiębiorstw) „powoli wzrasta”, korporacje nie komunikują swojej aktywności w tym zakresie, rzadko też są o nią pytane, np. przez kontrahentów czy własnych pracowników. W Polsce czasem słyszę zarzuty, że firmy prowadzą nietransparentną politykę filantropijną, że nie posiadają jawnego rejestru celów, na które przeznaczają pieniądze. Jest w tych zarzutach z pewnością ziarno prawdy (szczególnie biorąc pod uwagę spółki Skarbu Państwa), a jednak warto pamiętać, że w krajach rozwiniętego kapitalizmu trawa nie zawsze jest bardziej zielona.

Protestancki duch filantropii

Mimo, że gospodarstwa domowe stanowią marginalne źródło utrzymania kultury w Holandii, to wnioski na temat grup społecznych zaangażowanych we wspieranie tej sfery dostarczają bardzo ciekawych informacji. Po pierwsze, trzeba podkreślić, że to właśnie obywatele przekazują największą sumę na cele dobroczynne ogółem (43%), pozostawiając w tyle korporacje (32%). Jeśli to jednak nie kultura jest obszarem ich zainteresowania, to co jest? Przede wszystkim: zdrowie publiczne (środki przekazuje na nie 71% zaangażowanych obywateli), organizacje ekologiczne (43%), międzynarodowe organizacje charytatywne (37%).

Jednak najwięcej z kieszeni Holendrów dostają kościoły i organizacje religijne, mimo, że wspiera je „jedynie” 1/3 darczyńców. Oznacza to, że na kościoły majątek przekazują stosunkowo majętni przedstawiciele społeczeństwa. Podobnie jest jednak z… kulturą, którą najbogatsi (tzw. High Net Worth households – HNW) wspierają znacznie częściej (33% HNE przekazuje środki na ten cel) niż mniej majętni zaangażowani (9%).

Można więc powiedzieć, że ta sama grupa społeczna, obejmująca najbogatszych obywateli wspiera i kulturę i kościoły. Z naszej perspektywy wydaje się to zaskakujące. Nawet, jeśli nie możemy się podeprzeć wiarygodnymi statystykami, to wiemy implicite, że te dwie grupy: darujących na Kościół i wspierających kulturę, są raczej wobec siebie ekskluzywne. Podobnie jest jednak i w USA, gdzie stowarzyszenia religijne wspierają zwykle biedniejsze grupy społeczne niż te, które finansują kulturę (czytaj więcej).

Kim więc jest przeciętny przedstawiciel grupy HNW? Autorzy raportu piszą: to mężczyzna urodzony po 1970 roku, Protestant lub innego niekatolickiego (sic!) wyznania, ma wysokie dochody, które czerpie z własnej działalności gospodarczej. Ten ostatni czynnik jest istotny, bo z kolei ci przedstawiciele najbogatszej grupy społecznej, którzy swój majątek odziedziczyli lub otrzymali w jakikolwiek inny sposób, dużo mniej chętnie się nim dzielą. Skojarzenie z weberowską Etyką protestancką… , w której filozof przypisuje społecznościom protestanckim cechy sprzyjające rozwojowi „pozytywnego” kapitalizmu: ciężka praca i dążenie do bogactwa, a jednocześnie ascetyczny styl życia i etos obywatelski, wydaje się w tym miejscu oczywistością.

Dlaczego Polacy nie dają na kulturę?

Celem tego tekstu jest obalenie kilku mitów. Pierwszy, którego bezzasadność autorka próbowała już ukazywać kilkakrotnie, polega na wierze w sprawczą moc ulg podatkowych. W Holandii z odliczeń podatkowych korzysta jedynie około 40% filantropów. Autorzy raportu wskazują, że znaczna większość darujących nie posiada wiedzy o możliwych odliczeniach. Można powiedzieć: z ulg korzysta tylko 40%, bo reszta o nich nie wie. Ale można też powiedzieć: skoro 60% o nich nie wie, a i tak daruje, oznacza to, że ulgi podatkowe nie stanowią istotnej motywacji (a ich brak – demotywacji) do działalności filantropijnej.

Drugi mit dotyczy tego, że biznes może być stabilnym źródłem finansowania kultury. Dwukrotnie daję w tym artykule dowody na to, że nie może. Trzeci mit wiąże się z dość powszechnym stawianiem zachodniej kultury korporacyjnej w roli wzorca i naiwną ufnością, że wraz z zagnieżdżaniem się w Polsce obcego kapitału będzie rodzić się szansa na większe zaangażowanie biznesu we wspieranie kultury.

Tymczasem to nie korporacje, tylko tkanka obywatelska w Holandii jest źródłem dobroczynnych postaw. Według raportu 85% (!) holenderskich gospodarstw domowych przekazuje większą lub mniejszą część swego majątku na cele dobroczynne. W rankingu World Giving Index 2014, oceniającym kraje pod względem aktywności obywateli w obszarze filantropii i wolontariatu, Holandia na 135 krajów znajduje się na 12 miejscu. Polska na tej samej liście zajmuje pozycję 115.

dr Kamila Lewandowska

Zdjęcie: Some rights reserved by Moyan Brenn