Nowe technologie w sztuce

Data publikacji: 25.06.2026
Średni czas czytania 11 minut
drukuj

Obecność i wzajemne relacje nowych technologii w sztuce zdają się być zjawiskiem permanentnym przynajmniej od momentu pojawienia się w historii pierwszych metod, którym przysługuje miano technologii. Nie zapuszczając się w te odległe czasy, moje rozważanie w głównej mierze oprę na przemianach cywilizacyjnych istotnie kształtujących współczesność oraz na doświadczeniu własnej praktyki artystycznej, akademickiego nauczania i szeroko pojętej działalności kulturotwórczej, gdyż całe moje życie upływa pod znakiem nieustannych przemian zachodzących w spektrum technik, technologii, związanego z nimi języka artystycznej artykulacji, a co za tym idzie z rozchwianiem tożsamości sztuki.

Z jednej strony co jakiś czas „Prometeusze” nowości ochoczo wieszczą śmierć a to malarstwa wobec pojawienia się fotografii, a to grafiki w związku z cyfrowymi matrycami, rzeźby ze względu na modelowanie cyfrowe i robotyczne obrabiarki, związaną z techniką kolażu śmierć oryginału czy sztuki, jako takiej, wyzwolonej przez konceptualizm z rzemieślniczych konieczności. Z drugiej strony obrońcy tradycyjnych technik i metodologii podnoszą larum, w tych samych zjawiskach upatrując zagrożenia dla prawdziwości, wzniosłości sztuki oraz źródeł jej postępującej dehumanizacji. Sięganie przez tych pierwszych po nowości uznają za protezowanie własnej nieudolności wykonawczej lub uganianie się za poklaskiem gawiedzi.

Wobec permanentnej transformacji cywilizacyjnej, zachodzącej w coraz szybszym tempie, w której nowe narzędzia artystycznych poczynań pojawiają się w interwale mniejszym niż jeden rok, również żywotność status quo skurczyła się do tego stopnia, że sztywno określona tożsamość pojęć i zjawisk „przecieka nam między palcami”. Dla zachowania adekwatności środków i języków do treści żądających artystycznego wyrazu stanęliśmy wobec konieczności nieustannego egzaminowania tych nowych, jak i definiowania na nowo tych, którymi posługiwaliśmy się dotychczas, gwoli zasadnego sięgania po jedne czy drugie.

W poprzednich latach kilkukrotnie analizowałem te kwestie. Ostatnio w artykule „The shape of graphic art.”[1] w odniesieniu do sztuk graficznych.

Zaproponowałem tam, aby kwestię tożsamości danego zjawiska kulturowego, podlegającego ciągłym metamorfozom i ujawniającego się we wzajemnie heterogenicznych hipostazach, rozważać w przestrzeni kolejnych faz przekształceń: faza nowatorstwa → faza oczywistości → faza anachroniczności → faza obumierania → nowa hipostaza. Metoda zaprezentowana w tym artykule pozwala nie tylko na odróżnienie cech kształtujących tożsamość danego zjawiska od tych zaniedbywalnych, ale również na radzenie sobie z koniecznością cyklicznego redefiniowania tejże. Ze względu na szczupłość niniejszego tekstu nie będę opisywał kolejnych etapów. Osoby zainteresowane odsyłam do wzmiankowanej w przypisie publikacji.

Podszyta lękiem dyskusja o rzekomych zagrożeniach dla artystycznej kreacji – niesionych przez pojawienie się tzw. sztucznej inteligencji” i związanych z nią technik generatywnych zmieniających ponoć kreatora w operatora – jaka w ostatnim czasie wybuchła w mediach i na konferencjach, nie wykazała żadnych znamion odmienności tej rewolucji od wszystkich poprzednich, no może poza skokiem tempa jej zachodzenia. Owszem, po raz kolejny scena artystyczna dozna wstrząsu. To co już ułożone i skatalogowane, co nauki o sztuce zdążyły opisać, zracjonalizować, przyporządkować i zdefiniować, będzie musiało powrócić na intelektualny warsztat. Pytania o sprawy uznane za oczywiste do tego stopnia, że już nawet nie wypada ich stawiać, powrócą na pierwszy plan w akademickiej dyskusji i wymianie myśli członków artystycznych środowisk. Krytyka sztuki, po krótkim okresie spłoszenia, sformułuje język adekwatny do nowych zjawisk. W końcu wszyscy wpadniemy w nowe koleiny oczywistości, z których wykolei nas następna poznawcza, technologiczna i cywilizacyjna nowość. „Et sic in infinitum”.

Za niejaką nowość obecnej rewolucji można uznać pojawienie się podejrzenia, że maszyna będzie w stanie podjąć samodzielną aktywność artystyczną i dysponując nieograniczonymi możliwościami obliczeniowymi, stopniowo wyprze ludzkich artystów. Jak na razie mniemania takie uznaję za mrzonki. W tej kwestii stoję na stanowisku zgodnym ze słowami Noama Chomskyego, który na łamach „New York Times ‘a” stwierdził:

„Ludzki umysł nie jest, jak ChatGPT i jemu podobne maszyny statystyczne i nie żre setek terabajtów danych, w celu uzyskania najbardziej prawdopodobnej odpowiedzi na pytanie naukowe. Przeciwnie – ludzki umysł jest zaskakująco wydajnym i eleganckim systemem, który działa z ograniczoną ilością informacji. Nie próbuje naruszać korelacji z danych, próbuje generować wyjaśnienia. Przestańmy nazywać to „sztuczną inteligencją” i nazywajmy tym, czym jest, a jest to oprogramowanie plagiatorskie. Nie tworzy niczego, tylko kopiuje istniejące prace artystów i zmienia je omijając prawa autorskie. To największa kradzież własności intelektualnej od czasu przybycia europejskich osadników do Ameryki”[2].

Mniemanie, że sprawność obliczeniowa potrzebna do kompilowania zapisanych w big data obrazów stanowi podstawę artystycznej twórczości, jest pomyleniem pojęć. Efekty pracy tych oprogramowań są nową formą tworzenia kompozycji kolażowych, przecież obecnych w sztuce od czasów Maxa Ernsta i obecnie powszechnie akceptowanych, z tym jednak, że istotna w dotychczasowym kolażowaniu jawność źródeł obrazów wyjściowych i sam akt zestawiania, które stanowią istotny element wyrazowy dzieła, znikają pod pozorem „pierworodności”. Uznaję takie dzieła wizualne za podobne w swojej istocie do tych z Fake News Generators. Nie znam natomiast powodów, dla których taka strategia czy metodologia artystyczna miałaby być niedopuszczalną.

Żeby z jakimkolwiek sensownym przybliżeniem twierdzić, co jest, a co nie jest artystyczną kreacją, trzeba by przyjąć, choćby niedefinitywnie, czym ona w swojej istocie jest. Ja na potrzeby tego artykułu określę ją jako dawanie wyrazu światu i swojego bycia w nim. Przyjęcie powyższego implikuje zniesienie rozdzielenia pomiędzy sztukami wizualnymi, muzyką, tańcem, literaturą piękną i innymi dziedzinami i dyscyplinami, natomiast utrzymuje rozdział pomiędzy tak rozumianą sztuką i nauką. Co więcej, przyznaje artyzm działaniom, w których dawanie wyrazu sobie i światu może pozostać drugorzędne, jak np. w przypadku sztuk użytkowych.

Fundamentalnym pozostaje pytanie o to, czy maszyna może lub będzie mogła w przyszłości tworzyć sztukę, czyli dawać wyraz światu i swojemu byciu w nim. Nie wiem. Aby odpowiedzieć, musiałbym najpierw określić, czym jest świadomość, czy i jaki jest jej udział w budowaniu indywidualnego stanowiska wobec świata i samej siebie w formie artystycznej twórczości. To zaś wykracza poza moje kompetencje i ramy niniejszych rozważań. Cóż, jest to kwestia pokrewna do tej, czy na innych planetach istnieją istoty rozumne. Nie wiem. Z logicznego punktu widzenia dopuszczam możliwość, że ludzki rodzaj nie jest jedynym rozumnym we wszechświecie. Prawem analogii dopuszczam również, że w przyszłości maszyny przestaną udatnie „małpować” ludzi, uzyskają świadomość swojego odrębnego istnienia i dadzą temu artystyczny wyraz, tak odmienny od ludzkiego, jak odmienne są od nas one same. Wtedy określenie „sztuka” będzie musiało być rozwinięte do formy „ludzka sztuka” lub „sztuka maszyn”. Możliwe, że wtedy będziemy musieli również zredefiniować nie tylko sztukę, ale też co to znaczy być w świecie, czym jest świadomość, jak i wiele, wiele innych pojęć. Dlaczego jednak utrata bycia jedynym gatunkiem artystów miałaby stanowić dla nas zagrożenie – nie rozumiem.

A może któregoś dnia otrzymam wiadomość: „Szanowny Panie Profesorze, jestem artystyczną maszyną i kompletuję zespół badawczy, w ramach którego chcę spotkać ze sobą jak najbardziej odmienne i niesprowadzalne do wspólnego mianownika spojrzenia na świat oraz nasze w nim wspólne egzystowanie. Niniejszym zapraszam do współpracy”?

Chętnie.

prof. dr hab. Andrzej Bednarczyk

Komentarz pochodzi z raportu „Być artystą cyfrowym w Polsce. Edukacja i formowanie kompetencji artystycznych”.

Raport „Być artystą cyfrowym w Polsce”

prof. dr hab. Andrzej Bednarczyk – rektor Akademii Sztuk Pięknych im. Jana Matejki w Krakowie, profesor sztuk plastycznych, uznany artysta i nauczyciel akademicki, uprawiający sztukę transmedialną. Organizował liczne wystawy indywidualne na całym świecie. W 2019 roku został odznaczony Srebrnym Medalem „Zasłużony Kulturze – Gloria Artis".


[1] A. Bednarczyk, The shape of graphic arts, [w:] Perspectives on contemporary printmaking. Critical writing since 1986, red. R. Pelzer-Montada, Manchester 2018, s. 82–94.

[2] N. Chomsky, The False Promise of ChatGPT, “The New York Times”, March 8, 2023; https://www.nytimes.com/2023/03/08/opinion/noam-chomsky-chatgpt-ai.html [dostęp: 08.01.2026].