O aktorstwie fillmowym - Rafał Marszałek

Data publikacji:
Średni czas czytania 4 minuty
drukuj
Nasz film wiele zawdzięcza wyrazistym indywidualnościom aktorskim. Janda, Stenka i Komorowska; Linda, Stuhr czy Zamachowski są nie tylko wybrańcami reżyserów i publiczności, ale sami potrafią dobrze wybierać. Angażują się przeważnie w ambitne przedsięwzięcia, wnoszą do nich coś w rodzaju „wartości dodanej”. Magia wielkich nazwisk ciągle emanuje , ale oprócz niej uwidaczniają się nowe zjawiska.
Nasz film wiele zawdzięcza wyrazistym indywidualnościom aktorskim. Janda, Stenka i Komorowska; Linda, Stuhr czy Zamachowski są nie tylko wybrańcami reżyserów i publiczności, ale sami potrafią dobrze wybierać. Angażują się przeważnie w  ambitne przedsięwzięcia, wnoszą do nich coś w rodzaju „wartości dodanej”. Magia wielkich nazwisk ciągle emanuje , ale oprócz niej uwidaczniają się nowe zjawiska.

Rzuca się w oczy nowa fala „naturszczyków”. Nie idą oni śladem komediowych kreacji Jana Himilsbacha czy Zbigniewa Buczkowskiego, ale coraz częściej dramatyzują filmową narrację. Tak było z Henrykiem Gołębiewskim nagrodzonym przez „Film” za „rolę, bez której nie byłoby filmu Edi”, tak też z Aleksandrą Gietner i Karoliną Sobczak nagrodzonych w Chicago za role ( samych siebie ? ) w  filmie Cześć, Tereska, tak z Eweliną Walendziak, pamiętną odtwórczynią roli siostry w Sztuczkach. W tym zjawisku nie ma przypadkowości . Zmiany typu postaci ekranowych idą zazwyczaj w parze z przemianami kina . To żyzny obszar wzajemnych powiązań.

Bywa jednak gorzej. Problemem dzisiejszego aktorstwa filmowego jest kontekst medialny. Właśnie tak to trzeba ująć : nie sama telewizja jako medium, ale wszystko to, co stanowi jej otoczkę. Po pierwsze, specyfika telewizyjnych seriali stawia aktora w paradoksalnej roli gwiazdora i niewolnika jednocześnie. Długotrwałość tych produkcji, zwłaszcza najbardziej akceptowanych przez widownię, zapewnia wielką popularność, ale z drugiej strony ogranicza i w szczególny sposób stygmatyzuje. Najbardziej znanym świadectwem jest los cenionego aktora Starego Teatru Andrzeja Grabowskiego, który jako bohater telewizyjnych Kiepskich sam otwarcie mówi o narastających kłopotach ze swoim zawodowym wizerunkiem . Prawda ,że nie przeszkadza mu to moralizować młodszych kolegów po telewizyjnym fachu. Grabowski wtóruje Janowi Nowickiemu, który ,nie bacząc na własny udział w serialu Magda M., deklaruje ,że w przypadku seriali w ogóle nie można mówić o aktorstwie i że „każdy może być aktorem serialowym”.

Obrona sztuki filmowej przed rzemiosłem i „rzemiosłem” telewizyjnym, choć pamfletowa w tonie, jest subiektywnie uzasadniona , skoro pochodzi od wybitnego artysty, związanego kiedyś z kinem Hasa, Skolimowskiego, Zanussiego. Zawiera też racjonalne jądro . Drugą bowiem, realną bolączką dnia dzisiejszego , jest traktowanie aktorskiego zawodu jako trampoliny do basenu , w którym pluskają się tzw. celebryci . To smutne, że wykorzystują aktorską licencję dla zajęć zupełnie z fachem niezwiązanych i nie wymagających zawodowego przygotowania . Na próżno Zbigniew Zapasiewicz ,niczym „ostatni Mohikanin” , upominał się kiedyś o szacunek dla zawodu. Tego dzisiaj jest niestety coraz mniej .