„Rozmowa mistrza Polikarpa ze Śmiercią” odnaleziona po 500 latach w... cyfrowym katalogu biblioteki

Data publikacji: 21.10.2019
Autor: Łukasz Kozak
8 minut

To największe odkrycie w historii badań nad polską kulturą od przeszło 100 lat. Latem 2018 roku donoszą o nim wszystkie media, twittuje o nim premier, a świat naukowy oniemieje. Oto profesor Wiesław Wydra odnalazł szesnastowieczny druk zawierający całą Rozmowę mistrza Polikarpa ze Śmiercią – jedno z najważniejszych dzieł polskiego średniowiecza, znane dotąd tylko z niekompletnego rękopiśmiennego przekazu.

zespół Monodia Polska
Fot. Karol Czajkowski, zespół Monodia Polska

Szczegóły odkrycia są jeszcze bardziej fascynujące. Profesor Wydra odnalazł bowiem nie tylko kompletną Rozmowę, ale i dziewięć innych unikatowych druków oprawionych wraz z nią w jeden tom. Co więcej, nie dokonał tego przedzierając się przez nieznane zbiory jakiejś zapomnianej biblioteki, lecz wpisując przemyślane zapytania do internetowego katalogu Biblioteki Uniwersyteckiej Erlangen-Nürnberg, co czyni zeń najskuteczniejszego z polskich cyfrowych humanistów – jak mgr Polikarp zadawał pytania Śmierci, tak prof. Wydra odpytywał pakiety metadanych. Na tym nie koniec, ponieważ w drukowaną wersję Rozmowy wpleciona została druga historia, a kompilacji mógł zdaniem odkrywcy dokonać sam Mikołaj Rej. Wreszcie, wśród odnalezionych druków znajduje się nieznany dotąd zabytek polskiej muzyki: Pieśń o Śmierci wszytkiem ludziem straszliwej z zapisaną melodią i jej czterogłosowym opracowaniem.

Kup bilety na widowisko Pieśni o śmierci. Jan Frycz / Adam Strug / Monodia Polska (18.11) →

Tom odkryty przez prof. Wydrę nie jest zbiorem przypadkowym: zawiera dzieła wydane w krakowskich oficynach pomiędzy 1540 a 1543 rokiem. Drukowana Rozmowa mistrza Polikarpa ze Śmiercią wyszła spod pras Macieja Szarffenberga w roku 1542 jako Śmierci z Mistrzem dwojakie gadania, książki wyborne ku polepszeniu żywota ludzkiego uczynione, w których ukazuje srogości i gorzkość jej. Teraz nowo nieco przydano. Stronę tytułową zdobi drzeworyt z podobizną głównej interlokutorki – nie w postaci szkieletu, lecz wyszczerzonego gnijącego trupa dzierżącego potężną kosę. Rycinę otaczają słowa: „Śmierć jest ostatni kres żywota, której każdy żywiący kosztować musi”, a na kolejnej stronie widnieją wersy skierowane bezpośrednio do czytelnika:

Śmierć o sobie mówi:
Ja,
Śmierć, nad wszemi ludźmi panuję,
Stare i m
łode tą kosą powojuję.
Jako mię tu widzisz w tej postawie,
Taki ty będziesz po skonaniu prawie.

Z kolei to, co – idąc za tytułem – „nowo nieco przydano”, jest wplecioną w średniowieczny tekst opowiastką o śmierci-kumie. I choć motyw ten znany jest z tradycji ludowej, to tutaj zyskuje wyjątkowo przerażająco-komiczny walor. Oto Śmierć jedzie sobie na wozie i gdzieś między Zawichostem a Koprzywnicą grzęźnie w bagnie. Nieszczęsna i bezradna, umorusana błotem, z zawieruszoną gdzieś kosą, stoi przed perspektywą spędzenia nocy w wyjątkowo niekomfortowych warunkach. Z opresji ratuje ją młody chłop, który, zorientowawszy się, z kim ma do czynienia, zaprasza Śmierć na chrzciny swojego dziecka, tym samym wchodząc z nią w duchowe pokrewieństwo, które daje mu nadzieję na wieczne życie. Po chrzcinach przychodzi czas na wiejską zabawę. Śmierć idzie w tany, ale nie odkłada kosy i kładzie trupem dziesiątki gości. Na koniec obiecuje chłopu – teraz już swemu kmotrowi, że przyjdzie poń dopiero, gdy będzie już bardzo stary. Gdy nadchodzi ów czas, wystraszony chłop udaje cielę i każe się przywiązać do kołka wśród swego inwentarza. Nie udaje mu się jednak przechytrzyć Śmierci, która jest wyraźnie poirytowana, że jej kmotr „drażni niewinne cielęta”. Druk zamyka osobny wiersz – rozmowa z gnijącą ludzką głową, która opowiada o swoich pośmiertnych losach:

Roztoczyły czerwie ciało
I znamię go nie zostało;
Strawili robacy żyły,
Sprochniał mozg i oczy wygniły. [...]
Toć prawdziwa komedyja,
Będziesz takim jako i ja. [...]
By mi
ę był widział, gdym gniła,
Jakimemci smrodem był
a.
Bo nie masz nic tak brzydkiego
Nad smrod ścirwu człowieczego.

Współoprawna z dialogiem Pieśń o śmierci wszytkiem ludziem straszliwej, teraz nowo uczyniona to niepozorny, ośmiostronicowy druczek wydany przez Hieronima Wietora na początku lat 40. XVI wieku. Czterogłosowemu opracowaniu melodii towarzyszą strofy, których sens zbiega się ze słowami Mistrza – to strach przed śmiercią i błaganie, by oszczędziła człowieka:

Odstęp, proszę, miła śmierci,
Boć sie dusza barzo wierci.
Nie śmiem patrzyć tam, gdzie stoisz,
Bo sie na mie barzo srodze stroisz.

Druk zamykają dwie ryciny – mamy znów Śmierć z kosą, ale za nią widnieje zagadkowe przedstawienie eleganckiej damy trzymającej kwiat, przy którym zapisano krótki niezidentyfikowany motyw muzyczny.

Wykonaniu tego nieznanego dotąd utworu, niemal pół tysiąca lat po jego wydaniu, towarzyszyć będą inne szesnastowieczne polskie pieśni o śmierci – dotąd raczej pomijane przez wykonawców jako zbyt ponure i przygnębiające. Co ciekawe, ich proweniencja jest w większości protestancka, choć są one mocno osadzone w średniowiecznej tradycji wanitatywnej (co wyraziście widać w pieśni O daremne świeckie ucieszenie z luterańskiego kancjonału Jana Seklucjana), a przy tym można zauważyć ich wpływ na polskie pieśni tradycyjne, które przetrwały dotąd wśród katolików. Przykładem jest dwugłos Pieśń przy pogrzebie człowieka krześcijańskiego, którego jednogłosowy wariant o znacznie bardziej rozbudowanym tekście znany jest z tradycji. Z kolei Żywot tu niewieczny to utrzymany w chorałowej stylistyce polski przekład średniowiecznej antyfony Media vita in morte sumus („w środku życia w śmierci jesteśmy”), która odmawiana była przez zakonników jako modlitwa przed snem.

Zestawienie poetyckiego materiału z drukowanej wersji Rozmowy mistrza Polikarpa ze Śmiercią w interpretacji Jana Frycza z szesnastowiecznymi pieśniami o śmierci w wykonaniu Monodii Polskiej i Adama Struga – śpiewaka, który nie ma sobie równych w znajomości tradycyjnych śpiewów pogrzebowych – jest przedsięwzięciem bezprecedensowym. To nie tylko przywrócenie zapomnianych przez stulecia utworów, to również wskrzeszenie odrzuconego obrazu śmierci, która poza swoim moralizatorskim i filozoficznym wymiarem była realną postacią, może nie z krwi, ale na pewno z kości. Te dzieła oferują coś zupełnie innego niż popularna dziś afirmacja dobrego życia – przygotowanie do dobrej śmierci.