85 lat temu urodził się Marek Hłasko

Data publikacji: 14.01.2019
3 minuty

85 lat temu, 14 stycznia 1934 r. urodził się Marek Hłasko, pisarz, scenarzysta, buntownik, emigrant. Zmarł 50 lat temu, 14 czerwca 1969 r.

85 lat temu urodził się Marek Hłasko
Fot. Marek Hłasko, autor: Zbigniew Kresowaty

W słynnej autobiografii „Piękni dwudziestoletni” (1966), ale także portrecie pokolenia, które po II wojnie światowej konfrontowało się z komunizmem, stalinizmem, szarzyzną doby gomułkowskiej i emigracją, napisał:

„Stanowię produkt czasu wojny, głodu i terroru (…) nie potrafię wymyślić opowiadania, które nie kończyłoby się śmiercią, katastrofą, samobójstwem czy też więzieniem”.

Po powstaniu warszawskim Hłasko wraz z matką zamieszkał we Wrocławiu. Wychowując się bez ojca, zawsze najmłodszy w klasie, bronił się buntowniczą postawą. Usuwany ze szkół, z pracy, absolutnie nie pasował do kanonu socrealizmu i stał się jego zaprzeczeniem, choć jego pierwsze opowiadanie „Baza Sokołowska” (1954) powstało jeszcze w tym duchu. W Warszawie stał się sensacją towarzyską, a dzięki swojemu stylowi życia i ubiorowi – także symbolem nonkoformizmu. Gdy wyjechał w 1958 r. do Paryża, nazwano go „wschodnioeuropejskim Jamesem Deanem”.

Jego kariera, także scenarzysty, eksplodowała na krótko po odwilży 1956 r. „Ośmy dzień tygodnia” (1957) o życiu bez nadziei i ucieczce w alkohol zekranizował Aleksander Ford, ale zatrzymała go cenzura. „Pętlą” (1958) o alkoholizmie debiutował Wojciech Jerzy Has. O fatum ciążącym na straconym powojennym pokoleniu była debiutancka powieść „Następny do raju” (1958), sfilmowana jako „Baza ludzi umarłych”

Gdy opowiadanie „Cmentarze”, o tym jak byłego partyzanta, oddanego członka partii, spotyka fala represji za kilka słów prawdy – opublikowała paryska „Kultura”, władza nie chciała przedłużyć Hłasce paszportu. Poprosił o azyl w Berlinie Zachodnim i wyemigrował do Izraelu. Zapisem tamtego czasu są powieści „Wszyscy byli odwróceni” i „Nawrócony w Jaffie”, pokazujące pełne zagubienia życie emigrantów.

Walcząc z depresją i nałogami, leczył się w klinikach psychiatrycznych, dorabiał pracując fizycznie i popadał w kolejne kłopoty, zaprzepaszczając szansę na karierę w Hollywood. Dodatkowym ciężarem stało się poczucie winy za wypadek i śmierć

przyjaciela Krzysztofa Komedy, kompozytora. Zmarł dwa miesiące po nim, przedawkowując lekarstwa.

W Ameryce zdążył spełnić marzenie o licencji pilota. A w „Sowie, córce piekarza” (1967) opisał wyrzuconego z pracy dziennikarza, który wciela się w postać polskiego pilota RAF, aresztowanego przez stalinistów.