Konkurs "Zwrotnice czasu" 2009 - zakończony

11.12.2017
7 minut

Od 1 maja do 15 października 2009 na konkurs "Zwrotnice Czasu" nadesłano 66 prac, spośród których autorzy zalążków poszczególnych opowiadań - Lech Jęczmyk, Marcin Wolski, Maciej Prowski i Szczepan Twardoc - wybrali 35 kontynuacji. Tworzą one ciekawą mozaikę wyobraźni, erudycji i pomysłowości w kreśleniu zarówno możliwych jak i zupełnie fantastycznych scenariuszy rozwoju XX-wiecznej historii.

Uroczysty finał konkursu Zwrotnice Czasu odbył się 20 stycznia w warszawskim Traffic Clubie.

Jury konkursu "Zwrotnice Czasu" spośród autorów 35 kontynuacji wyłoniło sześciu zwycięzców. Oto ich nazwiska: Rafał k. Markowski, Michał Łazowski, Anna Włodarska, Krystian Strauss, Karol Michał Pieprz i Zbigniew Smoter. Zwycięzcom - gratulujemy.

Wyniki konkursu zostaną ogłoszone również w pierwszym, przyszłorocznym numerze "Czasu Fantastyki".

Historyczne gdybanie jest bardzo źle widziane w świecie historyków, nawet wielkiemu Arnoldowi Toynbee dostało się za próbę spojrzenia na świat, w którym Aleksander Wielki nie umarł tak młodo. Również prawodawcy literaccy na ogół odmawiają historiom alternatywnym miana science fiction. Dlaczego więc te opowieści dziejące się w naszym, ale zmienionym świecie tak pociągają autorów i czytelników?

Poznałem kiedyś, prawie dwadzieścia lat temu, czarownika o międzynarodowej sławie. Powiedział wtedy kilka rzeczy, które sobie często przypominam, myśląc o mechanizmach świata i losach ludzi. Jeżeli on wszystko zmyślał, to zmyślał wspaniale, Spinoza to przy nim szczeniak. Otóż ten czarownik twierdził, że leczy ludzi, cofając się w czasie do momentu, kiedy powstawało ich schorzenie i wyprowadza ich na nową drogę. W zmienionej (ich prywatnej) rzeczywistości nie spadają z roweru, łamiąc kręgosłup, nie idą tą ulicą, na której spada im na głowę doniczka.


Wspaniale. To właśnie robią pisarze i kanapowi stratedzy, wracając do momentu, w którym historia mogłaby potoczyć się dwoma czy trzema łożyskami. A my jesteśmy potężnymi czarownikami i możemy tu śluzę zamknąć, a tam otworzyć. Można to przedstawić graficznie, jako rozgałęziającą się sieć kanałów nawadniających, albo jako tak zwane „drzewko możliwości”.


„Kanapowcy” zwykle szukają miejsca, od którego nasze i ich losy mogły się potoczyć lepiej, pisarze (ze względu na efekt dramatyczny) często zastanawiają się, co mogło pójść gorzej. Stąd mamy całą półkę powieści z cyklu „gdyby Hitler zwyciężył”, a nic (lub prawie nic) o tym, jak młoda mamusia Hitlera została potrącona przez konia i poroniła, biedactwo.


Dla pisarza pociągająca jest też zapewne możliwość budowania dalszych losów autentycznych bohaterów, o znanych charakterach i pierwszej, tragicznej części życia. Jak by się zachowali w zmienionej sytuacji, kto by wybrał raczej śmierć niż zdradę, kto by stchórzył, kto zostałby tajnym współpracownikiem, a kto, pociągnięty polskim mitem Wallenroda i skuteczną choć ryzykowną grą Piłsudskiego, wdałby się w konszachty z wrogiem?


Pisanie i studiowanie alternatywnych historii ma też nieocenioną rolę wychowawczą. Patrząc, jak decyzje poszczególnych ludzi lub ciał zbiorowych, rządów czy parlamentów, zwykle podejmowane niewielką większością głosów zmieniały świat, uczymy się widzieć, jak brzemienne są w skutki nasze dziś podejmowane decyzje. Polska stała się krajem niezwykle wojowniczym, jak nigdy w swojej historii. Kto by uwierzył jeszcze pół wieku temu, że Polska będzie wojować w Iraku czy w Afganistanie, zwanym „cmentarzem imperiów”. Czyżby w ten sposób nasi władcy chcieli wpisać Polskę na listę imperiów? Ta nowa, agresywna, choć słaba Polska nieustannie drażni osłabioną, ale wciąż potężną Rosję, bierze udział w obalaniu rządku na Ukrainie i nieudolnie usiłuje obalić legalny rząd Białorusi.


Snucie alternatywnych historii sprawia, że zanurzamy się w wielu czasach, pozwala autorom i czytelnikom spojrzeć w oczy naszym dziadom, pradziadom, a także przodkom naszych wrogów i przyjaciół. Do pewnego momentu, gdzieś do początku XX wieku, dobrym przewodnikiem po zachowaniach ludzi przeszłości okazuje się kino. Dzięki niemu spostrzegamy, jak bardzo byli chwilami naiwni, ale też uczciwsi, bardzo ceremonialni, jak przestrzegali zasad, hierarchii, jak dotrzymywali umów i piękniej niż my traktowali swój kraj i kobiety.


Podobna refleksja o dalekosiężnych skutkach dzisiejszych decyzji powinna towarzyszyć nam w życiu osobistym. Mój czarownik twierdził, że grzech to inna nazwa błędnej decyzji. Każdego dnia możemy wybrać jedną z możliwych dróg, decydującą o naszym dalszym życiu, także (dla chrześcijanina – przede wszystkim) pozagrobowym. Chińczycy przed podjęciem ważnej decyzji zadają pytanie wyroczni. W naszej opartej na osobistej odpowiedzialności cywilizacji, należałoby wykreślić alternatywne drogi po wyborze na rozstajach. I tak każdy z nas mógłby (a może powinien) stworzyć swoją alternatywną historię, żeby zobaczyć czy aby na pewno idzie tam, dokąd chce dojść.

Lech Jęczmyk