Settings and search
Atlantyda, która nie zatonęła. Od platońskiego mitu do muzyki Mikołaja Piotra Góreckiego
Czy Atlantyda naprawdę istniała? Przez ponad dwa tysiące lat próbowano odpowiedzieć na to pytanie. Szukano jej na dnie Atlantyku, u wybrzeży Hiszpanii, w okolicach Krety, na Malcie, a nawet pod lodami Antarktydy. Powstawały mapy, teorie, ekspedycje i kolejne hipotezy. Żadna nie przyniosła jednak dowodu na istnienie zaginionej cywilizacji. A mimo to Atlantyda wciąż istnieje – w literaturze, sztuce, filmie i muzyce. Być może właśnie tam przetrwała najlepiej.
Istnieli albo nie istnieli.
Na wyspie albo nie na wyspie.
Ocean albo nie ocean
połknął ich albo nie.
Czy było komu kogoś słuchać kogo?
Czy było komu walczyć z kim?
Działo się wszystko albo nic
tam albo nie tam.
– Fragment wiersza „Atlantyda” Wisławy Szymborskiej.
14 listopada podczas festiwalu Eufonie zabrzmi „Atlantis op. 72” Mikołaja Piotra Góreckiego – najnowsza kompozycja napisana specjalnie dla Baltic Neopolis Orchestra.

François de Nomé’s, Upadek Atlantydy, rok nieznany.
Atlantyda pojawia się po raz pierwszy w dialogach Platona – „Timajosie” i „Kritiasie”. Według opowieści przekazanej przez filozofa, za Słupami Heraklesa, czyli w rejonie dzisiejszej Cieśniny Gibraltarskiej, znajdowała się potężna wyspa zamieszkana przez rozwiniętą i bogatą cywilizację. Atlantydzi mieli wspaniałe miasta, świątynie, kanały, porty i ogromne bogactwa. Ich państwo z czasem stało się jednak coraz bardziej żądne władzy i podbojów.
I wtedy nastąpiła katastrofa.
Platon pisze o trzęsieniach ziemi i potopie, który miał w ciągu jednego dnia i jednej nocy pogrążyć wyspę w morzu. Sama opowieść pozostaje niedokończona – „Kritias” urywa się, zanim historia zostaje doprowadzona do końca. Być może właśnie dlatego Atlantyda okazała się tak trwałym źródłem fascynacji: pozostawia miejsce na pytania, domysły i własne wyobrażenia. Co ważne, już w starożytności pojawiali się sceptycy. Arystoteles nie uznawał historii Atlantydy za prawdziwą. Przez kolejne stulecia jednak kolejni autorzy próbowali odnaleźć jej ślady. Do dziś nie ma dowodów, które potwierdzałyby istnienie platońskiej Atlantydy jako rzeczywistej cywilizacji.
I może właśnie dlatego nie przestajemy jej szukać.

Nikolai Konstantinovich Rerikh [Roerich], Ostatnia Atlantyda, 1928/1929.
Trudno znaleźć drugi mit, który tak skutecznie przekraczałby granice epok i dziedzin sztuki. W literaturze Atlantyda stała się symbolem utraconego świata, marzenia o doskonałej cywilizacji, ale też ostrzeżenia przed pychą i przekonaniem, że żadna potęga nie może upaść. Do zaginionej wyspy sięgali między innymi Jules Verne, Arthur Conan Doyle i J.R.R. Tolkien. W „Dwudziestu tysiącach mil podmorskiej żeglugi” kapitan Nemo odkrywa pod wodą ruiny Atlantydy. Tolkienowska Númenor również wyrasta z podobnego wyobrażenia: wielka wyspa, potężna cywilizacja i jej nieuchronny koniec.
Atlantyda może być jednak czymś więcej niż miejscem. Może być wspomnieniem. W polskiej kulturze jednym z najbardziej przejmujących przykładów jest wiersz „Atlantyda” Wisławy Szymborskiej, który zainspirował Grzegorza Turnaua do stworzenia piosenki.
Mit zafascynował również artystów wizualnych. Atlantyda pojawiała się w malarstwie, grafice i ilustracji, a jej wyobrażenie zmieniało się wraz z kolejnymi epokami: od wizji tajemniczego, niemal baśniowego miasta po futurystyczne podwodne metropolie. W XX i XXI wieku Atlantyda stała się także symbolem wyobrażeń o przyszłości. Alexander McQueen zatytułował swoją słynną kolekcję z 2010 roku „Plato’s Atlantis”. Projektant wyobraził sobie świat, w którym podnoszący się poziom mórz zmusza człowieka do ewolucji i przystosowania się do życia pod wodą. W zbiorach Metropolitan Museum of Art znajduje się z kolei praca „Search for Atlantis” Terence’a La Noue z 1991 roku – jeden z wielu dowodów na to, że poszukiwanie zaginionej wyspy samo stało się tematem artystycznym.

Terence La Noue, Poszukiwania Atlantydy. 1991.
W 2001 roku Disney stworzył animację „Atlantyda – Zaginiony ląd”, a mit zaginionej cywilizacji powracał także w popularnych produkcjach science fiction, między innymi w serialu „Gwiezdne wrota: Atlantyda”. Atlantyda okazała się więc wyjątkowo plastycznym symbolem. Może oznaczać utopię i katastrofę, utracony raj i ostrzeżenie przed pychą, pamięć i zapomnienie, przeszłość i przyszłość.
A co, jeśli Atlantydy nie trzeba odnaleźć? Być może najciekawsze pytanie brzmi dziś nie: gdzie znajdowała się Atlantyda?, ale: dlaczego wciąż jej potrzebujemy?
Bo przecież Atlantyda nie przetrwała jako miejsce. Przetrwała jako opowieść. Każde pokolenie może odczytać ją na nowo. Dla jednych będzie historią o katastrofie naturalnej, dla innych przypowieścią o upadku cywilizacji. Dla artystów – przestrzenią, której nie ogranicza geografia. Nie trzeba wiedzieć, gdzie znajdowała się Atlantyda, żeby wiedzieć, czym jest utrata świata, który wydawał się niezatapialny.
I właśnie tutaj mit spotyka się z muzyką. Muzyka ze swojej natury jest sztuką pamięci. Dźwięk pojawia się i znika, ale pozostawia ślad. Nie można go zatrzymać – można go tylko przywołać. Tak jak Atlantydę.

Robert Smithson, Mapa rozbitego szkła (Atlantyda), 1969.
„Atlantis op. 72” Mikołaja Piotra Góreckiego powstała na 15 solowych instrumentów smyczkowych specjalnie dla Baltic Neopolis Orchestra. Sam kompozytor wskazuje na związek tytułu z Platonem i jego opowieścią o wyspie, która „zniknęła w głębinach morza”. Charakterystyczne dla utworu jest częste wykorzystanie wielogłosowej faktury – rozwiązania, które pozwala wydobyć z kameralnego zespołu smyczkowego niezwykłe bogactwo brzmieniowe. To właśnie ono może stać się muzycznym odpowiednikiem Atlantydy: zamiast opisywać zatopione miasto, pozwala wyobrazić sobie jego echo.
W programie koncertu „Atlantis” pojawi się na samym końcu. Wcześniej usłyszymy „Sinfoniettę” Pawła Łukaszewskiego, „Silent Music” Walentina Sylwestrowa, „Concerto dei fiori” Sylvie Bodorovej, „13 wariacji na temat polskiej melodii” Marcelo Nisinmana oraz „In Memoriam” Aleksandara Simića. To sześć mocno skontrastowanych spojrzeń na możliwości kameralnej orkiestry smyczkowej – od liryzmu i kontemplacji po taneczność, wirtuozerię i muzyczne wspomnienie.
W tym zestawieniu finałowa „Atlantis” nabiera szczególnego znaczenia. Po utworach poświęconych pamięci, historii, emocjom i tradycji pozostaje pytanie o to, co zostaje, kiedy wszystko inne znika. Odpowiedź nie musi być słowem. Może być dźwiękiem.
Eufonie od początku szukają właśnie takich spotkań – pomiędzy tradycją a nowym językiem, pamięcią a współczesnością, tym, co znamy, a tym, czego jeszcze nie słyszeliśmy. Festiwal prezentuje muzykę Europy Środkowo-Wschodniej jako przestrzeń różnorodności i dialogu, łącząc dawne dziedzictwo z nowymi, nieodkrytymi wcześniej brzmieniami. Może więc Atlantyda Góreckiego nie jest muzyką o tym, co zatonęło. Może jest muzyką o tym, co mimo wszystko potrafi przetrwać.
Bo cywilizacje znikają. Miasta obrastają legendą. Pamięć czasem blednie. Ale opowieści wracają – w książkach, obrazach, filmach i muzyce. A kiedy 14 listopada zabrzmią pierwsze dźwięki „Atlantis op. 72”, powstanie kolejny ślad tej niezwykłej historii.
Baltic Neopolis Orchestra
14 listopada 2026, godz. 19:00
Nowa Miodowa, Warszawa