promocja
Fot. logo Iluzjonu

Lem i film - rozmowa z Danielem Michną

11 maja 2017

Do 18 maja w warszawskim kinie Iluzjon trwa przegląd adaptacji dzieł Stanisława Lema ze zbiorów Filmoteki Narodowej.

Stanisław Lem to wciąż jeden z czołowych polskich pisarzy science fiction, a przy tym filozof, który nie bał się zadawać najtrudniejszych pytań o ludzką naturę. Jest jednym z najczęściej tłumaczonych polskich autorów – jego książki przełożono na ponad 40 języków! Nic dziwnego, że świat jego wyobraźni, dostępny dla odbiorców w tylu zakątkach świata, był inspiracją dla wielu twórców filmowych. O ekranizacjach twórczości Lema rozmawiamy z Danielem Michną, głównym specjalistą ds. programowych kina Iluzjon.

Nieoczywisty charakter i antropologiczna głębia twórczości Lema sprawiły, że filmowe adaptacje jego dzieł, cóż… często nie należały do najlepszych. Sam pisarz chciał mieć jak największy wpływ na filmowców mierzących się z jego powieściami i opowiadaniami (z różnym skutkiem), a do efektów ich pracy odnosił się bardzo krytycznie. Najostrzej krytykował pierwszą adaptację swojej twórczości – film „Milcząca gwiazda” na podstawie powieści „Astronauci”: „była okropną chałą, bełkotliwym socrealistycznym pasztetem. Dla mnie to bardzo smutne doświadczenie. Jedynym pożytkiem wynikającym z faktu realizacji tego knota była możliwość obejrzenia zachodniej strony Berlina. (…) w przerwach pomiędzy ciągłym awanturowaniem się z reżyserem wymykałem się na stronę zachodnią” wspominał pisarz po latach.

Trudna była dla niego również współpraca z Andriejem Tarkowskim, który na początku lat 70. wziął na warsztat powieść „Solaris”. Lemowi trudno było pogodzić się z „twórczą zdradą”, której dokonał Tarkowski. Reżyser zafascynował się możliwościami wiwisekcji ludzkiej psychiki, odchodząc jednocześnie od futurologicznego anturażu literackiego pierwowzoru. Co więcej, był tak przywiązany do swojej wizji filmu, że nie liczył się ze zdaniem pisarza, który wobec jego uporu zmuszony był skapitulować i wracać do domu.

Ambicji Lema w kwestii wpływu na dzieło filmowe wyszedł naprzeciw Andrzej Wajda. Do filmu „Przekładaniec” pisarz przygotował scenariusz, ale z końcowego efektu i tak nie był do końca zadowolony… Te i inne przykłady adaptacji dzieł Lema (które można zobaczyć podczas przeglądu z kinie Iluzjon) pokazują, że żaden film nie oddał całości myśli, głębi ani humoru twórczości literackiej polskiego futurologa.

Czy wobec tego warto wracać do tych filmów? Bez wątpienia tak. Dlaczego? Ponieważ są świadectwem swoich czasów i pozwalają śledzić zmieniające się podejście do fantastyki naukowej. Pomimo że nie oddają one  całości przekazu, który w swoim pisarstwie zawarł Lem, często eksplorują wybrany motyw powieści (jak w przypadku „Solaris” Soderbergha) i to stanowi o ich wartości. Formalne wady tych produkcji nie są w stanie przyćmić faktu, że twórczość Lema pozostaje aktualna także dziś.

Pełny program przeglądu w kinie Iluzjon:

Milcząca gwiazda (Der schweigende Stern) reż. Kurt Maetzig, Polska/NRD 1959

Ikaria XB 1 (Ikarie XB-1) reż. Jindřich Polák, Czechosłowacja 1963

Przekładaniec reż. Andrzej Wajda, Polska 1968

Solaris (Soljaris) reż. Andriej Tarkowski, ZSRR 1972

Śledztwo reż. Marek Piestrak, Polska 1973

Test pilota Pirxa reż. Marek Piestrak, Polska/ZSRR 1978

Szpital Przemienienia reż. Edward Żebrowski, Polska 1978

Solaris (Solaris) reż. Steven Soderbergh, USA 2002

Repertuar można sprawdzić na stronie internetowej Iluzjonu.