polityka
Fot. (CC BY 2.0) by US Army Africa https://www.flickr.com/photos/usarmyafrica/3773067890/

Koniec postpolityki kulturalnej? [Kultura się Liczy!]

autor: Kamila Lewandowska
2 marca 2016

Zmiany ustawy o służbie cywilnej spowodowały likwidację konkursów na stanowiska kierownicze. Odtąd kandydaci będą powoływani, czyli wybierani bezpośrednio przez rządzących, nie zaś selekcjonowani na podstawie procedur konkursowych. Czy to oznacza, że doczekaliśmy się władzy, która jest gotowa wziąć „odpowiedzialność” za rządy w kraju na wszystkich szczeblach; odpowiedzialność, o którą (również w kulturze) do niedawna postulowało tak wielu?

W raporcie Państwo i My. Osiem Grzechów Głównych Rzeczypospolitej wydanym w 2015 roku czytamy, że słabością państwa polskiego jest „unikanie rządzenia i ucieczka od odpowiedzialności”, podporządkowanie decyzji politycznych wynikom sondaży, oraz składanie populistycznych obietnic bez pokrycia. Autorzy sugerują, że sferę polityki zdominowała „zinstytucjonalizowana nie-odpowiedzialność”, czyli przerzucanie się odpowiedzialnością na linii klasa polityczna – administracja – społeczeństwo tak, że ostatecznie nie wiadomo, kto za co odpowiada. Urzędnicy nie ponoszą osobistej odpowiedzialności za decyzje administracyjne. W polityce dominuje cynizm i technokracja, czyli podpieranie się ekspertyzami specjalistów od PR-u, brakuje zaś wyobraźni strategicznej i misyjnego podejścia do rządzenia.

Nic dodać nic ująć, to obraz niczym żywcem wyjęty z postpolitycznych wizji demokracji liberalnej, autorstwa krytyków tej ostatniej: Ranciere'a, Žižka czy Chantal Mouffe. Mouffe[1] za główną wadę demokracji liberalnej uważa pasywny sposób prowadzenia polityki i dążenie do konsensusu za wszelką cenę. Przekonanie o „końcu historii” oraz wiarę w kres ideologicznych sporów w polityce (m.in. podziału na prawicę i lewicę) belgijska filozofka uważa nie tylko za błędne, ale i niebezpieczne, bo dające pole do popisu ruchom populistycznym wyrastającym na fali społecznej tęsknoty za wyrazistym programem politycznym.

Wyrazistego programu od polityków domagały się jeszcze do niedawna w Polsce środowiska kultury. Na łamach Res Publiki Łukasz Bukowiecki[2] zapewniał, że „nie boi się silnego PiS, lecz jego bezczynności w kulturze”. Bukowiecki wyraził życzenie, by rząd wziął odpowiedzialność za programowanie i jakość wykonywania polityki kulturalnej państwa. Strategii ciepłej wody w kranie i „lekceważenia kultury” dosyć miała też Kinga Dunin[3], choć w przeciwieństwie do Bukowieckiego opowiedziała się za, jej zdaniem, „mniejszym złem”, czyli liberałami. O rodzimej postpolityce krytycznie pisano tak po lewej (szef Krytyki Politycznej Sławomir Sierakowski[4]), jak i po prawej stronie (historyk Andrzej Nowak[5]), co było znaczące, bo te dwa obozy rzadko przecież mówią jednym głosem.

Eksplozja audytów

O zaniku odpowiedzialności klasy politycznej za kulturę sporo pisze się w Europie Zachodniej. Zwłaszcza w Wielkiej Brytanii, gdzie za dobitny przykład stanowiska postpolitycznego uważany jest okres rządów Partii Pracy i jej dwóch sztandarowych przywódców: Tony’ego Blaira (1994-2007) i Gordona Browna (2007-2010). Okres ten w brytyjskiej polityce, także kulturalnej, znamionowało zacieranie się równic miedzy prawicowym i lewicowym programem. Na przykład, nowa lewica zadziwiająco łatwo przyswoiła myślenie o kulturze w kategoriach ekonomicznych (zwykle charakterystyczne dla prawicy), czyli między innymi uzasadnianie wydatków publicznych na podstawie tez o wpływie kultury na innowacje i rozwój kapitału społecznego. Lewica promowała ideę partnerstw publiczno-prywatnych, przemysłów kreatywnych, a także uznała rozwój gospodarczy za nadrzędny cel strategii kulturalnych[6]. W rezultacie pojawił się problem nagminnej instrumentalizacji kultury, o której na łamach tego bloga pisałam już kilkakrotnie (czytaj tu: On bullshit, Ekonomia – ratunek dla kultury?, O dwóch wartościach).

Przejawem postpolityki jest też tzw. Nowe zarządzanie publiczne (New Public Management - NPM), czyli reforma administracji publicznej mająca ją zracjonalizować i podporządkować zasadzie „trzech E”, od angielskich terminów: economy (ekonomiczność), efficiency (skuteczność), effectiveness (efektywność). Administracja publiczna ma adaptować metody działania i narzędzia stosowane w biznesie, czyli kierować się zasadą konkurencyjności, przejrzystości procedur, decentralizacji władzy, przekazywania zadań podmiotom sektora prywatnego (outsourcing), a także mniej wydawać, a więcej zarabiać. NPM oznacza podporzadkowanie się ekonomii, którą uznaje się za ważniejszą niż inne sprawy polityczne, np. godzenie konfliktów społecznych. W polityce kulturalnej NPM oznacza presję na prowadzenie audytów (tzw. audit explosion[7]), opracowanie metod mierzenia społecznych i ekonomicznych efektów kultury, a także dążenie do tego, by decyzje w sferze polityki kulturalnej opierały się na empirycznych dowodach, nie zaś uznaniowości pracowników administracji publicznej. Innymi słowy, polityka na wszystkich poziomach administracyjnych ma być przede wszystkim „racjonalna”.

Cechą NPM jest też przekonanie, że należy włączać obywateli w zarządzanie publiczne. Z samą zasadą trudno polemizować, bo idea aktywizacji społecznej i podnoszenia partycypacji w życiu politycznym jest w naszych zindywidualizowanych czasach szczególnie atrakcyjna. A jednak, jak zauważają profesorowie nauk politycznych, Tom Christensen i Joel Aberbach[8], partycypacja w wydaniu nowego zarządzania publicznego mało ma w istocie wspólnego z republikańskim modelem obywatelstwa, a dużo więcej z indywidualistycznym, libertariańskim pojmowaniem jednostki jako konsumenta. Udział w zarządzaniu publicznym ma polegać na wyrażeniu opinii związanej z „osobistą satysfakcją” oraz „indywidualnymi preferencjami”, zadaniem służby publicznej jest zaś odpowiadanie na zgłoszone życzenia poprzez „podnoszenie standardów” świadczonych usług. W ten sposób polityka „agregująca”, czyli zaspokajająca jednostkowe preferencje wyparła politykę „integrującą”, opierającą się na przywództwie i zaufaniu społecznym[9].

Przewlekłe schorzenia

Czy polska politykę kulturalną toczy choroba postpolityczności? Z przytoczonych opinii wygląda na to, że tak, a jednak biorą one pod uwagę wyłącznie politykę na poziomie centralnym, ministerialnym. W Polsce ponad 80% budżetu publicznego na kulturę rozdysponowują jednak niezależne w tej kwestii samorządy, dlatego to samorządowej polityce kulturalnej należy się przyjrzeć w pierwszej kolejności. Jednym z możliwych źródeł takiej analizy może być badanie polityki kulturalnej w sektorze teatralnym, zrealizowane przez Instytut Teatralny w 2015. Z badania wynika, że samorządowa polityka teatralna polega przede wszystkim na nadzorowaniu bieżącej działalności instytucji, rzadko jednak wynika z jakichkolwiek szerokich wizji, związanych z rolą teatru dla kultury i społeczeństwa. Funkcja „organizatora” wiąże się przede wszystkim z codzienną praktyką w sferze administrowania. Działania i decyzje polityczno-administracyjne cechuje pragmatyzm.

Czy taki sposób administrowania jest postpolityką? A może wynika z dawno już ujawnionych wad polskiego systemu finansowania kultury: słabego przygotowania samorządów do roli organizatorów, arbitralnego „przydziału” instytucji do konkretnych szczebli administracyjnych, niskich budżetów i niejasnego podziału kompetencji? Czy nie jest tak że, jak twierdzi Cezary Michalski[10], postpolityka to wcale nie „rak na zdrowym ciele polityki demokratycznej”, bo ta ostatnia już od dawna pozostaje w stanie rozkładu? Podobnie z polityką kulturalną – czy jej bezideowość rzeczywiście jest efektem bieżącego stylu uprawiania władzy, czy też raczej powikłaniem po niedoleczonych dolegliwościach poprzedniego systemu? 

 

[1] CH. Mouffe, Pospolityczność. Przewodnik Krytyki Politycznej, Wyd. Krytyki Politycznej, Warszawa 2008

[2] Bukowiecki Ł., Nie boję się silnego PiS, lecz jego bezczynności w kulturze, Res Publica Nowa 3-12-2015 http://publica.pl/teksty/bukowiecki-nie-boje-sie-silnego-pis-lecz-jego-bezczynnosci-w-kulturze-53800.html

[3] K. Dunin, Karaboska Kulturkamph, Dziennik Opinii nr 139/2015 (923) http://www.krytykapolityczna.pl/felietony/20150519/karaboska-kulturkampf

[4] S. Sierakowski, Antypolityka, polityka, postpolityka, Europa, 12-01-2008 http://www.krytykapolityczna.pl/TekstypozaKP/SierakowskiAntypolitykapolitykapostpolityka/menuid-76.html

[5] A. Nowak, PO, czyli postpolityka, Newsweek 05-10-2009 http://www.newsweek.pl/po--czyli-postpolityka,46830,1,1.html

[6] D. Stevenson, ‘Civic Gold’ Rush: Cultural planning and the politics of the Third Way, International Journal of Cultural Policy, 10 (1) 2004

[7] E. Belfiore, Auditing culture: the subsidised cultural sector in the New Public Management, International Journal of Cultural Policy, 10 (2) 2004

[8] J.D. Aberbach, T. Christensen, Citizens and Consumers: and NPM dilemma, Public Management Review, 7 (2) 2005.

[9] J.E. Fountain, Paradoxes of public sector customer service, Governance, 14 (1) 2001.

[10] C. Michalski, Racjonalność postpolityki, Newsweek 09-05-2009 http://www.newsweek.pl/racjonalnosc-postpolityki,43741,1,1.html