Raport o digitalizacji dóbr kultury

Data publikacji: 19.03.2009
Średni czas czytania 6 minut
drukuj

Raport należy do kolekcji 15 raportów opracowanych na potrzeby Kongresu Kultury Polskiej 2009. Raporty przygotowali eksperci i badacze reprezentujący ośrodki naukowe z całej Polski. Kongres Kultury Polskiej 2009 odbył się w dniach 23-25 września 2009 roku na Uniwersytecie Jagiellońskim.  Inicjatorem i Honorowym Patronem Kongresu Kultury Polskiej 2009 był Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego Bogdan Zdrojewski. Partnerami wydarzenia zostali Marszałek Województwa Małopolskiego oraz Prezydent Miasta Krakowa. Instytucją odpowiedzialną za organizację Kongresu było Narodowe Centrum Kultury. Wydarzenie miało na celu podsumowanie zmian oraz debatę nad kondycją i wyzwaniami stojącymi przed polską kulturą.

Na zdjęciu znajduje się logo Kongresu Kultury Polskiej 2009. Są to trzy nachodzące na siebie plamy - żółta, różowa i niebieska, wszystkie na białym tle
galeria

Niniejsza publikacja to program mający na celu przedstawienie wytycznych odnośnie do digitalizowanego dziedzictwa narodowego. Mimo pozornego braku punktów stycznych z tematem dziedzictwa badacze wskazują na ogromną rolę, jaką cyfryzacja treści kultury odgrywa w utrwalaniu i propagowaniu dziedzictwa. Zwiększenie ilości kopii książek i obrazów zwiększa ich dostępność, ale i stwarza niepowtarzalne możliwości edukacyjne. Przede wszystkim jednak digitalizacja zabezpiecza materiał zawarty na delikatnych, przestarzałych lub zagrożonych nośnikach. Publikacja przedstawia także analizę stanu digitalizacji w latach 1998-2008 oraz pewne tendencje, które można zauważyć w tym zakresie. Wszystko po to by w następnych częściach przedstawić misje i cele programu oraz instrumenty jego wdrażania.

O RAPORCIE Z PIOTREM CELIŃSKIM, ZASTĘPCĄ DYREKTORA CENTRUM BADAŃ GIER WIDEO UMCS I ZAŁOŻYCIELEM FUNDACJI "INSTYTUT KULTURY CYFROWEJ", ROZMAWIAŁ STANISŁAW KRAWCZYK

Stanisław Krawczyk: Na czym polega specyfika tego dokumentu?

Piotr Celiński: Zacząłbym od tego, że funkcjonuje on w bardzo przejrzystym kontekście: wiadomo, kto go przygotował i w jakim celu. To nie tekst naukowy, w którym badaną problematykę wyznaczałyby założenia teoretyczne i metodologiczne, lecz raport oparty na dokładnie wyznaczonych regulacjach prawnych. (Czasami może to być pułapką, gdy trzeba zadawać pytania nie najlepiej uzasadnione merytorycznie, ale trudno mieć o to pretensje do autorów opracowania). Publikacja jest przy tym do bólu zwięzła i konkretna, sucha i szorstka.

Przy całej tej uczciwości raport uważam za wartościowy, choć daleki od mojej teoretycznej wrażliwości. Z jednej strony jest to sucha urzędnicza robota, ale z drugiej strony wpisuje się ona w ściśle określony schemat prowadzenia działań i nie próbuje być niczym innym. Dzięki tej spójności i sprofilowaniu możliwa skala oddziaływania raportu wbrew pozorom może być dość duża.

A czy jest tutaj coś, co szczególnie Pana zainteresowało?

W niektórych momentach lektura była dla mnie nawet zabawna. Oczywiście łatwo być cynicznym humanistą, a ktoś musiał wykonać tę pracę, kontrolerzy musieli przyjechać na miejsce. Mimo wszystko jednak te fragmenty nie sprawiają wrażenia, aby dochodziło do wielkich nadużyć: „nierzetelnie weryfikowano faktury za zamówiony sprzęt do digitalizacji”, „Wydawnictwo Miejskie Posnania w Poznaniu nie osiągnęło jednego z 15 wskaźników rezultatów zadania”, „W dokumentach […] nie określono liczby ani powierzchni pracowni niezbędnych do  digitalizacji dóbr kultury”; „Wydawnictwo […] niezgodnie z  art.  32 ust.  1 Pzp określiło szacunkową wartość przedmiotu zamówienia publicznego na wykonanie usługi hostingu, kopii bezpieczeństwa online i aktualizacji portalu internetowego”…

Warto zwrócić uwagę na kontekst, w jakim wszystko to się odbywa. W sektorze pozarządowym często przenosi się środki z jednego zadania do drugiego, aby można było sensownie zrealizować dany projekt. Ponadto muzea i inne instytucje nie są najlepiej przygotowane mentalnie, kulturowo i organizacyjnie do takich zadań, jak digitalizacja. Dlatego część spostrzeżeń zawartych w raporcie uznałbym za przejaw sztywnego przykładania litery przepisów do działań, które mimo wszystko wciąż trzeba prowadzić w sytuacji niejasnej dla wykonawców (choć rozumiem, że z perspektywy Najwyższej Izby Kontroli ważne jest przestrzeganie wszelkich regulacji prawnych). Nie znalazłem tutaj natomiast dowodów na to, że proces digitalizacji jako całość przebiega w sposób nierzetelny czy nieuczciwy. I to jest dobra wiadomość.